Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klęska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klęska. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2009

Głupota czy nie?

Macie do czynienia z głupkiem nr 1.

Użyłem słowa „głupek” mimowolnie i nieumyślnie. Lecz, skoro to zrobiłem, nie będę go równie pochopnie wycofywał (nauczony świeżym przykładem). Bo może się okazać, że zachowanie, którego typowy przykład zaraz wam opiszę, całkiem słusznie podpada pod jedno ze znaczeń tego słowa. Ten bowiem, kto nie umie myśleć, zawsze ma jeszcze szansę nauczyć się jako tako to robić. Co jednak ma począć ten, kto nawykowo, nie tyle wątpi, co podważa swe najbłahsze zamiary, wszelkie nowe pomysły działania, a nawet wręcz działa wbrew nim, jeśli nie ma dla nich gotowego uzasadnienia? Ale po kolei.

Ostatnio jest na tyle ciepło, że od kilku dni chodzę w półbutach. Dziś, wychodząc w pośpiechu do miasta, odruchowo sięgnąłem po półocieplane buty z cholewką. Ale od razu powiedziałem sobie: „Znów spocą mi się stopy. Założę półbuty”. Na wszelki wypadek rzuciłem jeszcze okiem przez okno – wszystko wyglądało OK. Zerknąłem na termometr – 8 stopni. Gdy tylko wyszedłem z bramy, zobaczyłem, że kropi. „Aa, no tak!”, pomyślałem, ale zaraz się pocieszyłem: „Taki tam deszcz…” Lecz tylko po to, by po przejściu przez trawnik pod blokiem na chodnik tuż przy jezdni, zorientować się, że pada już od dłuższej chwili, bo wąski pas nagiej ziemi, który kiedyś był trawnikiem,ciągnący się od przystanku do kiosku zupełnie zmiękł i jeszcze chwila, a zmieni się w gęste błoto. „Było usłuchać!?”

Po paru ładnych minutach czekania na przystanku (tym po drugiej stronie ulicy, zadaszonym), tak mi się zrobiło zimno, że ze zniecierpliwieniem zacząłem wyglądać autobusu (który wyjeżdża zza zakrętu, ale ponad garażami i ogrodzeniami można przez chwilę ujrzeć jego dach pomiędzy budynkami jeszcze przecznicę wcześniej). Deszcz wkrótce wzmógł się do tego stopnia, że grzecznie usiadłem na ławeczce wiaty i kiedy autobus w końcu podjechał, czyhałem niemal aż do momentu, gdy się zatrzyma, żeby szybko przyskoczyć do drzwi. Niemal, bo z bezruchu jeszcze bardziej zmarzłem i nie mogłem się już doczekać, aż sobie wygodnie siądę przy oknie w ciepłym. Właściwie, zmarzłem aż tak dlatego, że poczucie klęski, wywołane zlekceważeniem kolejnego pomocnego podszeptu intuicji, sprawiło, że spadło mi krążenie i siedziałem cały spięty. To było nie tyle czekanie, co wyczekiwanie – na autobus-wybawcę, który miał mnie zabrać ze sceny mojej porażki. (Gdy przesiadałem się na tramwaj, lało już na całego.)

Głupota to więc, czy nie? Uporczywie ignorować wszystkie myśli, które pomagają zmienić podejście do życia, wszystkie „wieści z drugiej strony zasłony”?

sobota, 28 marca 2009

Naokoło determinizmu ("Wstyd mi, ale wciąż czuję się podmiotem")

Czy nie lepiej, zamiast narzekać ciągle na warunki społeczne, sytuację polityczną, trudne dzieciństwo itd., odpowiedzialność za swoją opłakaną sytuację zrzucić na ograniczoną horyzontem poznania/doświadczenia inwencję własną? Bo jeśli przyznaję w końcu, że sam sobie stworzyłem powody swoich niepowodzeń (swoich zahamowań, swoich strachów) – mechanizmy je napędzające – to tym samym przywracam sobie prawo i władzę (moc) stworzenia nowych (tak powodów, jak i niepowodzeń) – moc odwagi, motywacji i zadowolenia.
Lepiej tak, niż uporczywie usiłować zapewnić sobie „warunki odzyskania łatwości (wiary, pewności siebie)”, będąc równocześnie wciąż w sidłach dawnych powodów swoich klęsk, na których przyczyny i pierwotny kształt nie miało się wpływu. Tak jak nie można być pewnym, jakie będą te nowe sukcesy, dla których „warunki” pragnie się stworzyć. A raczej wmawia się sobie, że się za to weźmie, zbytnio się do tego nie kwapiąc, bo przecież: skoro wszystko mnie ukształtowało, a ja niczego, to i tak na nic nie mam wpływu, nic nie mogę sam spowodować, więc do zabrania się za stwarzanie właściwych warunków też musi nadarzyć się odpowiednia okazja. I przede wszystkim: jaką to może mieć dla mnie wartość, skoro sam jestem tylko wypadkową sił (skutkiem zdarzeń losowych) i moje życie nie jest wcale moje, lecz przypadkiem takim mi się zdało?
Nie warto.