Niedźwiadek przychodzi do chłopczyka pod postacią małego, cacanego misia – kochanego miśka z odpadającym uszkiem i rozprutą stopą. Mówi:
— Chcesz, to zawrzemy układ: dorosnę za ciebie i stanę się dużym, silnym niedźwiedziem, a ty będziesz mógł pozostać małym chłopcem i nie będziesz musiał zostawać mężczyzną. Zresztą, przecież i tak nie wiesz, jak by to miało wyglądać – widziałeś gdzieś szczęśliwego, wolnego mężczyznę? Za to wszędzie, gdzie się nie obejrzysz, pełno niedźwiedzi. No, są jeszcze ludzie-węgorze i ludzie-ameby, ale przecież nie chcesz być kimś takim! Poza tym, oni też nie są szczęśliwi, a przy tym są słabi. To co?
— Nooo… To by było niezłe…
— Pewnie, że tak. Wszystkim się zajmę. Wszystko będę załatwiał za ciebie.
— Supeer!! Hee… Ty to każdemu przykudlisz, nie?!
— No jasne! Widziałeś duże miśki w telewizji? Taki grizzly na przykład…
— Nopewnie. I ty taki będziesz? Kupa mięśnia?
— Noajáak!
— Fajnie! — Chłopczyk potrząsa głową z podziwu dla swojego misia i z radochy, że ma takiego przyjaciela (ale też troszkę się go boi).
— Drobiazg, — odpowiada misio. — Czego się nie robi dla kumpla.
Gdy miś dorasta, chłopczyk spostrzega, że trzyma on raczej z innymi niedźwiedziami, niż z nim. I nawet go to nie dziwi. W końcu, jest tylko małym chłopcem, który nie umie powiedzieć nic do rzeczy. Gdzie mu tam do poważnych, silnych niedźwiedzi!
Nie skarży się więc. Nawet wtedy, gdy jego niedźwiedź wraz innymi śmieje się z przykrości wyrządzonej drugiemu chłopczykowi, chociaż jemu go żal. Z początku nieśmiało przypomina niedźwiedziowi o ich układzie. Z prostodusznym oburzeniem zwraca mu uwagę, że skoro chroni jego, to nie powinien przystawać na złe traktowanie innych chłopczyków przez ich niedźwiedzie. Wtedy jego niedźwiedź unosi się na tylnych łapach i głośno ryczy. Chłopczyk wycofuje się, przestraszony. Z czasem wystarcza, by niedźwiedź łysnął pazurem, żeby uprzedzić jakiekolwiek wyrzuty chłopca.
Dochodzi w końcu do tego, że nie śmie on nawet spojrzeć ze skargą (nie mówiąc o wyrzucie) na swojego niedźwiedzia. Mniej więcej w tym czasie niedźwiedź przestaje go gdziekolwiek zabierać i zostawia go samego w domu na całe wieczory, a nawet na całe dnie. Chłopczyk zaczyna wątpić, że gdzieś są jeszcze jacyś inni chłopcy.
Wszystko byłoby w porządku z tą bajeczką, gdyby nie to, że oczernia niedźwiedzie. Tak zawsze jest z bajkami – ludzie obarczają swoimi wadami przyzwoite zwierzęta i czują się w porządku. A przecież nie chodzi o to, że niedźwiedź, tylko o to, że chłopczyk! Co on tu jeszcze robi? Przecież już nie chce być małym dzieckiem – upiera się przy tym tylko z przekory i wstydu. Boi się pewnie, że dorośnięcie zajmie mu tyle samo czasu, co wyhodowanie niedźwiedzia. Myli się. Tu działają czary. Nie jakaś tam wielka magia, tylko zwyczajny czar przemiany.
Nie, nie podoba mi się ta bajka. Jednak zostawiam ją, bo coś mi w niej brzmi prawdziwie. Jak wami się nie podoba, to ją wykasujcie (zagłosujcie).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz